czerwca 28, 2010

Plan jest. Roczny - półtora - dwuletni. Po raz pierwszy w życiu mogę pozwolić sobie na komfort małego planiku:)

maja 14, 2010

Sina Dal
Part 1.

I wylądowaliśmy z Zet Kropką w Sinej Dali, miejscu które słynie z uzdrowicielskiej mocy, leczenia ciał opętanych „jaskółczym niepokojem” - jak pisał poeta i przypadłością posiadania „piórka w d****” - jak mawia moja mama. To co najbardziej charakteryzuje tę przypadłość, to ważny dla opętanych element drogi i niepohamowanie w podróżach.
Niektórzy, czyli nie wszyscy uważają drogę za zbędny, najbardziej męczący element geometrycznego dotarcia z pkt A do pkt B. My z Zet Kropką drogę traktujemy, jako nieocenioną wartość samą w sobie i często sama droga jest celem przesunięcia.
Kiedy docieraliśmy do Sinej Dali, a przynajmniej tak mówił wskaźnik paliwa, Zet Kropka z zupełnie sobie naturalną, niewymuszoną pozą, która uaktywnia się w pobliżu Sinej Dali, wykrzywił usta, podniósł brew i wymamrotał – „To to, to tu”.
Ufam Zet Kropce, bo jak mówi to wie, a jak nie wie to, robi to samo.
W każdym razie ja również wyczułam w okolicy coś z Sinej Dali. Powietrze jakby samo pchało się do nozdrzy, a oddech, nas strapionych jaskółczym niepokojem, zaczął się uspokajać. Zalewało nas uczucie szczęścia. Zet Kropka i ja posiadaliśmy niewytłumaczalne wrażenie, że to tu, to to czego szukaliśmy. Nigdzie dalej powietrze nie drżało nad asfaltem jak tu, a cisza która nas tutaj zaatakowała niemal wyrywała nam bebechy.
Po drugiej godzinie zwiedzania Sinej Dali, napotkaliśmy jej mieszkańców. Ani ja, ani Zet Kropka, nie byliśmy przygotowani merytorycznie do rozmów z tubylcami. Nie był nam znany język sinodalijski, nawet Zet go nie znał, a mądra z niego bestia. Zaczęliśmy jak wszyscy Polacy w Sinej Dali – mianowicie od rąk. Ja wyglądałam jak dziewczyna OSTREGO, wymachująca w rytm: tara tara ra ra ta ra ta. Zet Kropka, natomiast ze swoją niedowagą oraz zwiotczeniem mięśni, spowodowanym brakiem jakiejkolwiek pracy fizycznej oprócz klikania, miał gorzej. Jego ciało starało się oddać emocje, których Zet Kropka ma wiele, ale co innego je mieć,a co innego pokazać.
Cholera! - pomyślałam - już nigdy nie będę skąpić na naukę języków obcych. Po kilku hip hopowych utworach dowiedzieliśmy się, że dotarliśmy do Sinej Dali, a nawet do jej centrum, a raczej apogeum biorąc pod uwagę, to co się później działo.

kwietnia 25, 2010

gdy tak siedzieli na małym,przy dużym
ona udawała że wie, on wiedział
- nie zakochuj się we mnie
ruch pod bluzką niczym australijska fala,małe tsunami w przód piana w tył i wywrotka
- nie zakochuj się bo już niejedna próbowała, TY wcale lepsza
i kiedy tak siedzieli przy dużym na małym
Ona w pąsach on blado spocony
nie mając przyszłości bo tę maja tylko żywi
Dopili duże i rozeszli się po małym przykrywając wiekiem grobowca

kwietnia 11, 2010

Wuj Józef my HERO („Sowa córka piekarza” M. Hłasko.)


„Powiedziałeś, że masz zmartwienie.
Wuj Józef: Rozchodzę się z ciotką
Dlaczego?
W.J: Z jej winy
Cóż zrobiła?
W.J: Zestarzała się
Nie bardzo właściwie rozumiem, dlaczego ożeniłeś się z kochaną ciotką.
W.J.: To było jeszcze za czasów studenckich, synu – powiedział Wuj Józef. - Nie jadłem już od dwóch tygodni i miałem jedyną szansę najeść się na własnym weselu”.

Wuj Józef
: „Synu- powiedział.-Czy życzyłbym ci śmierci, gdybym cie nie kochał?”

"- ..kiedyś ksiądz w szkole zapytał mnie o to, jak wyobrażam sobie Anioła Stróża. Poprosiłem go o dzień zwłoki i w dwa dni później, za radą Wuja Józefa, powiedziałem mu, że Anioł Stróż to taki gość ze skrzydłami, który prowadzi mnie, kiedy idę pijany przez kładkę nad przepaścią. Ksiądz zrobił straszną awanturę i omal mnie wtedy nie wyrzucono; wyrzucono mnie zresztą w dwa miesiące później, oczywiście nie bez sprawy Wuja Józefa. Kiedyś w czasie lekcji nie uważałem i zniecierpliwiony nauczyciel uderzył mnie w twarz, a ja powiedziałem to Wujowi, który zjawił się w szkole następnego dnia przyprowadziwszy z sobą jakichś dwóch panów o wyglądzie zawodowych dusicieli. Wszyscy trzej byli w świetnych humorach; wszyscy trzej trzymali w rękach długie bykowce z solidnego rzemienia.
- Czy to pan uderzył mojego siostrzeńca w twarz? - zapytał Wuj Józef nauczyciela.

Nauczyciel począł się usprawiedliwiać; Wój przerwał mu jednak wspaniałym gestem.

- To nieładnie bić dzieci po twarzy - powiedział zamachnąwszy bykowcem - Czy umie pan śpiewać?
- Śpiewać?
- Tak. Proszę śpiewać, dopóki ja nie skończę. Wój rozpiął rozporek i swobodnie odlał się na środek klasy, a nauczyciel śpiewał tenorem, zachęcany przez dusicieli czyniących odpowiednie gesty. Wreszcie Wój skończył i zapiąwszy starannie rozporek, sprawdził, czy wszystkie guziki są zapięte; i wyglądał przy tym jak aktor wstępujący na scenę.
- Teraz może pan wziąć ścierkę i wytrzeć to - powiedział do nauczyciela. - Jeśli już pan tak dba o wychowanie dzieci, to niech pan je również przyzwyczaja do porządku. - I znów zamachnął się bykowcem. Nauczyciel wziął z kąta jakąś szmatę i wykonał polecenie Wuja.
- To już znacznie lepiej - powiedział Wuj - Jeśli panu kiedykolwiek przyjdzie ochota udzerzyć mojego siostrzeńca w twarz, proszę pamiętać, że zjawię się tutaj znów. Zobaczymy, co okaże się silniejsze: pańska bezmyślność czy moja pomysłowość - Uchylił kapelusza i wyszedł; dusiciele wyszli za nim.".

marca 24, 2010

Zmiana szablonu bloga po wybuchu wiosny.
Wiosna robi swoje, łączymy się czasem sztucznie - szukamy protez,
Straty: co najmniej trzy pogięte życiorysy.
Za tydzień Rzeszów, na stałe - stalsze. Będę tęsknić za Still'owymi trójkątami, przyjaciółmi z drugiej/trzeciej ręki..

marca 12, 2010

"Mam niespełna trzydzieści lat.
I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy.." - jak pisała Sylvia Plath
Ja umarłam trzeci raz
I zaczynam kolejne, czwarte już życie.